Wstęp

Ciemne, napęczniałe od wilgoci burzowe chmury zakrywały niemal każdy skrawek nieba nad Głębokimi Bagnami. Pośród rachitycznych, obumarłych drzew hulał jedynie wiatr. Ponury krajobraz zatrutej, gnijącej ziemi ciągnął się po horyzont. Tym bardziej dziwny wydawał się delikatny blask słabego ogniska rozpalonego na jednym z nielicznych wzniesień. Zasiadały przy nim skulone przed podmuchami mroźnego powietrza trzy postacie.

- Los nam sprzyja. Dobrze, że udało nam się znaleźć choć tyle drewna – powiedział mężczyzna odziany w długą , 

straznik_magii

znoszoną szatę mogącą kiedyś świadczyć o jego zamożności. Czarne, zmierzwione włosy luźno przewiązane rzemieniem okalały szczupłą twarz z wydatnymi kośćmi policzkowymi. Na kolanach spoczywała gruba laska zdobiona rozmaitymi symbolami. 

- Więcej i tak nie jest nam potrzebne Strażniku. Musimy niedługo ruszać, jeśli chcemy dotrzeć do Merviadoru na czas – głos jaki wypowiedział te słowa zdawał się być pozbawiony emocji, zahartowany niczym stal najwyższej jakości. Należał do wysokiego, postawnego mężczyzny noszącego powgniatany napierśnik. Pod zaschniętym błotem można było dojrzeć niewyraźny symbol, być może znak jednego z zakonu paladynów. Wojownik cały czas czujnie wpatrywał się w najeżone obumarłymi drzewami bagno. Jego dłoń spoczywała na rękojeści miecza schowanego w pochwie. 

Po przeciwnej stronie ogniska siedział Niziołek. Pod kapturem można było dostrzec krzaczaste brwi i owłosione policzki. Nie brał udziału w rozmowie gdyż łapczywie pałaszował posiłek. Jako, że był szczelnie okryty płaszczem poza małymi, mocno owłosionymi rączkami można było zauważyć jedynie wystające bose stopy o skórze tak grubej, że buty stawały się zbędne. 

- Masz rację, smoczy artefakt musi być jak… - Strażnikowi przerwało wycie, które nagle rozległo się pośród drzew, w ciemności nie rozjaśnionej blaskiem ogniska. Wszyscy poderwali się na nogi, paladyn jednym ruchem dobył miecza, strażnik sięgnął do sakiewki u pasa, natomiast Niziołek prawie się udławił, jednak w jego ręku zabłysnął sztylet. Gdy wpatrywali się w stronę, z której dobiegło wycie, za ich plecami rozległa się kanonada dźwięków łamanych gałęzi.

- Za nami! To zasadzka – wykrzyknął Strażnik odwracając się i ciskając jednocześnie w ciemność garść pyłu, która zamieniła się w błękitną błyskawicę mknącą w mrok. Jej blask ukazał ich oczom trzy masywne kształty wynurzające się w odłamkach łamanych gałęzi niebezpiecznie blisko.

- Trolle! – paladyn ciął mieczem najbliższego wroga raniąc go w ramię. Nie zrobiło to na nim jednak większego wrażenia. Rzucony przez Niziołka sztylet trafił kolejnego odrażającego potwora w oko wywołując tym grymas bólu zmieszanego z zaskoczeniem. 

- Musimy uciekać, z pewnością jest ich … - resztę słów zagłuszyło budzące się wkoło wycie bestii…

* * *

 

Z murów Bastionu Merviadoru rozciągał się widok na całą równinę porośniętą wysoką trawą. Odziany w karmazynowe szaty król wpatrywał się w pustkę przestrzeni. Z zamyślenia wyrwał go mnich w habicie szarym jak skała.

- Panie, posłańcy wciąż jeszcze nie dotarli. To już drugi dzień spóźnienia. Musimy podjąć odpowiednie kroki, Smoczy artefakt może być stracony. Powinniśmy niezwłocznie udać się do portalu Więzienia…

- Nasza ziemia powoli umiera mnichu. Zboża przestały wydawać plony, rzeki niosą coraz mniej wody. W miastach i wsiach rozprzestrzeniają się choroby jakich jeszcze nie widzieliśmy. 

- Jaśnie Panie, wieść niesie, że rozprzestrzeniają je mroczni kultyści odziani w ciemne szaty, które zakrywają ich pokryte wrzodami ciała. Nie możemy dalej czekać, nawet bez artefaktów możemy stawić czoła…

- Mnichu, wieść również niesie, że są pośród nas tacy, którzy z chęcią otworzyliby kultystom wrota naszej twierdzy – odparł wzburzony władca wpatrując się badawczo w małe oczka mnicha. – Nie mam zamiaru podejmować pochopnych decyzji, pomimo, że czas nagli. Merviador nigdy nie upadł i tak pozostanie. Nawet dzicy wojownicy północy nigdy nas nie pokonali. Ojczyzna wychowała wielu bohaterów, którzy podniosą miecz i stawią czoła wyzwaniu. Jestem tego pewien.

- Jak uważasz, Panie. 

- Ogłoś pośród ludzi, że król wzywa. Niechaj każdy mężny i nieustraszony stawi się przed mym obliczem. Nadszedł czas walki i wielkich poświęceń

* * *

Pośród pustki nicości majestatycznie dryfowały kawały skał wielkie niczym miasta. Bryła znajdująca się w środku była jednak dużo większa a jej wnętrze przenicowane było setkami kilometrów tuneli i jaskiń. Mimo ogromu odległości co jakiś czas z tuneli dobiegał wściekły, ogłuszający ryk. Od jego potęgi pękała materia skalna ukazując coraz większe szczeliny. Gdyby usłyszał to jakikolwiek człowiek, włosy zjeżyłyby mu się na karku, w duszy zapanowałby bezgraniczny lęk a on sam popadłby w bezkresne odmęty szaleństwa, gdyby to jednak przetrwał, zniszczyła by go sama obecność tego, co czekało w głębi skalnego, opuszczonego Więzienia…

 

                                                                            Roman Pliszka 

 

 

 

Patronat medialny 

 

merlin_logo_male.pnggazeta_studencka_logo_male.pnggildia_logo_male.pngparadoks_logo_male.png